<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Skautlog</title>
	<atom:link href="http://skaut.glogg.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://skaut.glogg.pl</link>
	<description>czyli jak to się wszystko zaczęło</description>
	<lastBuildDate>Fri, 21 Jan 2011 08:24:08 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Obóz! (Przewięź 1989)</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2011/01/20/oboz/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2011/01/20/oboz/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 20 Jan 2011 19:56:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[harcerz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=35</guid>
		<description><![CDATA[[1989] Zaczynało się lato. Zbiórki coraz częściej odbywały się na boisku, a wakacje zbliżały się wielkimi krokami. To, że jade na obóz było dość oczywiste &#8211; nie było chyba siły, która byłaby mnie w stanie zatrzymać&#8230; O obozie wiedzieliśmy niewiele. tylko tyle, że odbywa się w lesie, że śpi się w namiotach i że jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://skaut.glogg.pl/files/2011/01/Przewięź-Zumi.pl-Lokalizator-internetowy-1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-45" title="Przewięź - Zumi.pl Lokalizator internetowy-1" src="http://skaut.glogg.pl/files/2011/01/Przewięź-Zumi.pl-Lokalizator-internetowy-1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>[1989] Zaczynało się lato. Zbiórki coraz częściej odbywały się na boisku, a wakacje zbliżały się wielkimi krokami. To, że jade na obóz było dość oczywiste &#8211; nie było chyba siły, która byłaby mnie w stanie zatrzymać&#8230;</p>
<p>O obozie wiedzieliśmy niewiele. tylko tyle, że odbywa się w lesie, że śpi się w namiotach i że jest kozacko. Łapczywie wysłuchiwaliśmy wszystkich historii starszych harcerzy z drużyny starszej, którzy na obozach już byli. Słuchaliśmy i nie mogliśmy się doczekać. Przychodziliśmy na wszystkie dyżury do magazynu szczepowego żeby tylko posłuchać o czym mówią. A mówili o wartach, o stołówce, o menażkach. Ale też o obozach wędrownych i innych magicznych sprawach.<span id="more-35"></span></p>
<p>Zbliżał się czerwiec a ja zacząłem kompletowanie obozowego ekwipunku. I to było chyba w tym momencie najważniejsze. Dziwne? Nie dziwne. To dodam tylko, że był to czerwiec 1989 :)</p>
<p>Na plecak ze stelażem nie miałem co liczyć &#8211; po prostu takiego nie mieliśmy. Menażkę Mama kupiła w składnicy. Śpiwór (typu kołdrowego rzecz jasna) musiałem przytroczyć do plecaka bo był po prostu za ciężki. O wszelkich wojskowych, czy pseudowojskowych ciuchach mogłem zapomnieć &#8211; bo skąd je wziąć? Jędrek miał co prawda moro którego mu zawsze zazdrościliśmy, ale ja zupełnie nie miałem skąd go wziąć. Tym bardziej, że przy moim ówczesnym wzroście raczej wszystkie byłyby na mnie za duże. Co jeszcze? Owczy sweter, jakieś dżinsy i trapery. Latarka na bateria R20. Chlebak. I książka &#8211; niezapomniana &#8220;Na tropie przygody&#8221; Františeka Alexandra Estnera.</p>
<p>Obóz odbywał się w miejscowości, która stała się niedługo kultowa, jako że jeździłem tam nie raz w przyszłości. Przewięź. Koło Augustowa.</p>
<p>W autokarze przebieraliśy nogami i dowiadywaliśmy się o obozie. Na przykład o tym dlaczego nie ma z nami drużyny starszej. Bo są na kwaterce.</p>
<p>No własnie. Na samym początku, kilka dni przed obozem, najwięksi twardziele jadą do lasu na kwaterkę stawiać zręby naszego miasteczka. Postanowiłem że kiedyś tam też pojadę. Po kwaterce do obozu zwala się cała szarańcza i zaczyna się prawdziwa kolonizacja lasu&#8230;</p>
<p>Pamiętam dobrze ten rytuał, bo powtarzał się co roku. Przez wiele, wiele lat&#8230;</p>
<p>Wysiadamy z autokaru, zakładamy plecaki. Drużynowy prowadzi nas na miejsce obozowe. Zrzucamy plecaki pod drzewo, przebieramy się w ciuchy robocze. Zaczynamy wielkie noszenie.</p>
<p>Cały obóz składa się z kilku części. Po pierwsze to część wspólna dla wszystkich drużyn, czyli stołówka, umywalnie, kąpielisko i inne takie. Obok znajduje się zgrupowanie, czyli miejsce gdzie mieszka Druhna Iza i reszta osób z komendy całego obozu. W głębi lasu stoją podobozy. Każdy podobóz to jedna drużyna. Jest ich 4 czy 5.</p>
<p>Pech chciał, że nasz podobóz stał najdalej. To znaczy prowadziła do niego dość krótka droga, ale przez Zgrup, a tamtędy my po prostu chodzić nie mogliśmy. Więc wszystko trzeba było transportować na około&#8230;</p>
<p>Najpierw namioty &#8211; wojskowe &#8220;dychy&#8221;. Były wielkie i ciężkie, wydawało nam się, że ważą 100 kilo. Dzieliły się na niskie i wysokie, na te drugie oczywiście nie mieliśmy co liczyć. Były nowe i były dla Dużych Ludzi, wszystkie zabrała drużyna starsza. I dh Włodek &#8211; na Komendówkę zwaną też Kapówą.</p>
<p>Potem następowało wybieranie miejsca na postawienie namiotów i ich rozstawianie. To znaczy jakie tam wybieranie, wtedy mieliśmy mało do gadania &#8211; wszystko wybierałą nasza zastępowa i drużynowy z przybocznymi.</p>
<p>Rozstawianie namiotu trwało chyba godzinę, minęły lata zanim nauczyliśmy się robić to ekspresowo. Najpierw trzeba rozłożyć namiot i zorientowac się gdzie jest lewa strona a gdzie prawa. Potem z kupy masztów wywalczyć dla siebie maszty które są kompletne i mają wszystkie szpikulce (a nie gwoździe wbite w kawałek drewna na końcu, te będą spadały z masztów podczas obozu). Potem trzeba wszystko skompletować, włożyć do namiotu. Trzy najsilniejsze osoby stają przy masztach, podnoszą namiot, a reszta im pomaga i nakrywa ich płachtą. Następnie osoby będące w środku wytężają słuch i reagują na komendy &#8211; do przodu, do tyłu, NIE W TĄ STRONĘ! ;) Kiedy już namiot stoi tam gdzie ma stać, reszta zastępu wkłada &#8220;zapałki&#8221; w boki namiotu i odciąga je na boki. Najpierw narożne, wbija śledzie na odciągach, potem pozostałe. A potem przychodzi przyboczny i mówi że to do niczego. I trzeba naciągać jeszcze raz :)</p>
<p>Kiedy namiot jest już rozstawiony trzeba lecieć po kanadyjki. Nie, nie spaliśmy na pryczach przez pierwszych kilka obozów. Po pierwsze dlatego że po prostu takie były zwyczaje u nas w środowisku. Po drugie &#8211; ja nadal uważam, że dla młodych drużyn to lepsze. Przy pryczach pionierka trwa nawet tydzień, a i tak prycze musza poprawiać drużynowy i przyboczni. Mówię &#8211; przy młodych dzieciakach, a takimi byliśmy.</p>
<p>Tak czy inaczej teraz następował wybór kanadyjki. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, ale najlepiej było wybrac taką z drewnianą rozpórką. Te trzymały się lepiej, a po drugie w razie jakiegoś &#8220;dymu&#8221; (o których to również nie mogliśmy nic wiedzieć) można było ją wziąć do ręki i bronić się (a tego nigdy nie musieliśmy robić, ale musieliśmy być CZUJNI :D). No dobra, metalowe po prostu ciągle wypadały.</p>
<p>Potem materac i koc. I walka o miejsce w namiocie!</p>
<p>Kiedy już ustawiliśmy kanadyjki i położyliśmy na nie plecaki, przychodził czas na noszenie żerdzi. Żerdzie to podstawowy materiał budulcowy na obozie i właściwie od nich wszystko zależało. No nie, wtedy zależało jeszcze od gwoździ &#8211; dobre gwoździe wcale nie były oczywiste. I od narzędzi &#8211; te były też niskiej jakości&#8230; Ale o ile narzędzia mieliśmy po prostu szczepowe, to żerdzie rozdawane były centralnie, koło stołówki. Ale wtedy też nie mieliśmy pojęcia o tym które są lepsze. Braliśmy te co dawano.</p>
<p>Noszenie żerdzi to był hardkor. Dla takich małych ludków jak my to nie lada wyzwanie. Jedną żerdź niósł cały zastęp, a postój robiliśmy co jakieś 10 kroków. Co chwilę zmienialiśmy systemy noszenia, podkładaliśmy sobie pod żerdź złożone części garderoby&#8230; Wszystkiego musiliśmy się nauczyć, choć trochę podpowiadali nam starsi.</p>
<p>A kiedy już skrzynie z narzędziami, żerdzie i gwoździe leżały na placu apelowym, namioty dumnie prężyły się między drzewami, nieubłaganie nadszedł czas budowy. Ale o tym następnym razem.</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2011%2F01%2F20%2Foboz%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2011/01/20/oboz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Transfer</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2010/03/23/transfer/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2010/03/23/transfer/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 23 Mar 2010 21:29:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[harcerz]]></category>
		<category><![CDATA[Zuch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=30</guid>
		<description><![CDATA[Jest dzień niezwykły. Dziś, nie w mojej opisywanej historii. Równo 25 lat temu dostałem Znaczek Zucha. Za 2 godziny zacznie się dzień który dzieli równo 15 lat od pierwszej zbiórki drużyny którą współtworzyłem. A kilka dni temu zostałem członkiem wspierającym ZHP i poprosiłem o skreślenie z listy instruktorów. Dzisiaj jest też dzień niezwykły pod innym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Jest dzień niezwykły. Dziś, nie w mojej opisywanej historii. Równo 25 lat temu dostałem Znaczek Zucha. Za 2 godziny zacznie się dzień który dzieli równo 15 lat od pierwszej zbiórki drużyny którą współtworzyłem. A kilka dni temu zostałem członkiem wspierającym ZHP i poprosiłem o skreślenie z listy instruktorów. Dzisiaj jest też dzień niezwykły pod innym względem. Zdecydowałem się napisac kolejną część mojej opowieści. A więc cofnijmy się w czasie :)</em></p>
<p><span id="more-30"></span></p>
<p>[1988] Ta zbiórka zbliżała się od dawna &#8211; wielkimi krokami. Mieliśmy wreszcie przejść do harcerstwa! Właściwie nie miałem o nim zbytniego pojęcia &#8211; ot tyle co powiedział mi o nim Druh który prowadził mnie na miejsce niby porwania, podczas opisanej uprzednio przygody na kolonii zuchowej. Wiedziałem jedno. Tam wszystko jest BARDZIEJ. W końcu zdawałem sobie sprawę, że zuchy to w dużej mierze zabawa. A ja i tak już byłem na to o wiele za stary&#8230;</p>
<p>Na zbiórkę &#8211; wspólną &#8211; przyszli harcerze z 205 WDH &#8220;Rajza&#8221;, z druhem Włodkiem na czele. Tak, to ten który powiedział podczas uroczystości nadania imienia szczepowi, że &#8220;Zuszki sobie potupią&#8221;. Nie przypadł mi tym do gustu, ale co zrobić&#8230;</p>
<p>Zbiórki dokładnie nie pamiętam &#8211; zapadł mi w pamięci jeden szczegół, a mianowicie scenki. My mieliśmy pokazać jak wyobrażamy sobie harcerzy, a harcerze jak wyobrażają sobie zuchy. Oczywiście nie obyło się bez stereotypów. Oni pokazali hasające wesoło dzieci trzymające się za ręcę i śpiewające lalala, my za to rozwrzeszczane bachory palące fajki i pijące piwo :)</p>
<p>Już po chwili staliśmy się członkami drużyny harcerskiej. Z szóstki dowodzonej przez Jędrka, trafiliśmy do zastępu prowadzonego przez druhnę Anię. Anię Sokołowską, w odróżnieniu od innych Ań. Jej zastępcą był niejaki Kilian. Do niego w sumie mówiliśmy na ty, do zastępowej za to &#8211; Druhno. Co ciekawe, zastęp był koedukacyjny (co można się już domyślić po zastępowej ;) Wtedy było to dla nas dość normalne&#8230;</p>
<p><!--more--></p>
<p>Z okresu między pierwszą zbiórką a obozem też niestety pamiętam niewiele, za to jedna pomyłka zapadła mi głęboko w pamięci. Pokazuje ona jak traktowaliśmy kadrę :)</p>
<p style="text-align: left;">Otóż zarówno dh Włodek jak i wspomniany zastępca zastępowego &#8211; Kilian &#8211; byli rosłymi chłopami. Na tyle rosłymi, że z mojej perspektywy ich głowy były zbyt wysoko, aby je dojrzeć. I tak właśnie doszło do pomyłki. Otóż któregoś pięknego dnia, Włodek jechał po mojej ulicy rowerem. Ja niestety pomyliłem go z Kilianem, machnąłem ręką i krzyknąłem gromkie: &#8220;CZEŚĆ!&#8221;. Włodek podjechał bliżej, krzyknął &#8220;cześć&#8221; i pojechał. Masakra. Powiedziałem &#8220;Cześć&#8221; do drużynowego. To zupełnie jakbym powiedział do niego na &#8220;ty&#8221;. Z wrażenia nie poszedłem chyba nawet na następną zbiórkę a i na kolejnej zastanawiałem się czy pamięta o tym incydencie. Teraz jestem oczywiście pewien, że zapomniał 5 minut później. No cóż :)</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2010%2F03%2F23%2Ftransfer%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2010/03/23/transfer/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Luz blues!</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2009/12/23/luz-blues/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2009/12/23/luz-blues/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Dec 2009 08:57:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zuch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=24</guid>
		<description><![CDATA[[1988] Mowa oczywiście o pierwszym wyjeździe na kolonie. Samemu, bez rodziców! Pierwsze dwie szanse na wyjazdy kolonijne po prostu przegapiłem. Pierwsze kolonie zupełnie przeszły obok &#8211; nawet nie myślałem o wyjeździe na nie, jak co roku pojechałem z rodzicami nad morze i na Mazury. Druga &#8211; Instytut Badań Zjawisk Niewyjaśnionych (rok 1987) była w zasięgu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/fotdominikbac-1z-l.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-26" title="fotdominikbac-1z-l" src="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/fotdominikbac-1z-l-150x150.jpg" alt="fotdominikbac-1z-l" width="150" height="150" /></a>[1988] Mowa oczywiście o pierwszym wyjeździe na kolonie. Samemu, bez rodziców!</p>
<p>Pierwsze dwie szanse na wyjazdy kolonijne po prostu przegapiłem. Pierwsze kolonie zupełnie przeszły obok &#8211; nawet nie myślałem o wyjeździe na nie, jak co roku pojechałem z rodzicami nad morze i na Mazury. Druga &#8211; Instytut Badań Zjawisk Niewyjaśnionych (rok 1987) była w zasięgu ręki. Niestety spóźniłem się z kartą na spotkanie z dh Bożeną. Pomyliłem godziny, kiedy przyszedłem nikogo już nie było. Telefonu do niej przecież nie miałem, a i pomysłów na to co zrobić w głowie nie było. Dziś wydaje się to śmieszne (jeden sms by wystarczył), wtedy była to dla mnie ściana. Niestety :(</p>
<p><span id="more-24"></span></p>
<p>Tak więc na pierwsze kolonie pojechałem w roku 1988. Odbyły się one w <a href="http://bit.ly/63Y5dl" target="_blank">Woskrzenicach</a> koło Białej Podlaskiej. Plakietkę mam do tej pory!</p>
<p>Pierwsza rzecz która mnie uderzyła to fakt podziału na drużyny męskie i żeńskie. Otóż w naszym hufcu podział taki nigdy nie istniał. Ba, w późniejszym okresie nawet w drużynie harcerskiej mieliśmy zastępy koedukacyjne. A drużyny? Nigdy.</p>
<p>Kolonia składała się z dwóch drużyn męskich i dwóch żeńskich. Z góry zaplanowano współpracę tych drużyn, niestety zupełnie no po naszej myśli. Otóż nasza drużyna &#8211; &#8220;Czonkowie&#8221; musiała współpracować (mieć wspólne zajęcia itp) z zupełnie nieznaną nam drużyną żeńską. &#8220;Nasze&#8221; dziewczyny (mieliśmy po 11 lat, ale powoli zaczynaliśmy rozglądać się za dziewczynami!) dostały się do drużyny mającej wspólne zajęcia z &#8220;Ajmarami&#8221;. Masakra!</p>
<p>Oprócz tego jednak wszystko było super. Obrzędowość, jak co poniektórzy domyślili się pewnie z nazw drużyn (warto dodać, że pojęcie &#8220;gromady&#8221; dotarło do nas o wiele później) przenosiła nas do Ameryki Południowej &#8211; byliśmy Indianami. Byliśmy już z Jędrkiem dość &#8220;starzy&#8221; &#8211; mieliśmy 11 lat. Po wakacjach szliśmy do 5 klasy!</p>
<p>Nie wierzyliśmy więc już we wszystko co mówiła druhna, wiedzieliśmy że to zabawa. Jednak dawaliśmy sie ponieść fantazji i trochę w to chcieliśmy wierzyć. I to było super.</p>
<p>Jednocześnie &#8211; jak już pisałem &#8211; byliśmy zainteresowani dziewczynami. Ja wiem, że większość podręczników pisze że nie, że w tym wieku to nic. Bzdura. My szczerze mówiąc już w zerówce chcieliśmy wyrywac laski. Wtedy oczywiście zupełnie dla zabawy, dlatego że &#8220;dorośli tak robią&#8221;, ale teraz już chyba czuliśmy pierwszy przedsmak &#8220;zakochiwania się&#8221;. Piszę o tym, bo przecież tak często pojawiało się to w harcerskim życiu. Nie oszukujmy się. To jeden z podstawowych silników naszych działań!</p>
<p>Tak więc w drużynie która nie miała okazji z nami mieć wspólnych zajęć znalazły się Ewa i Marta, które całkiem mi się podobały. Oczywiście brakowało mi śmiałości do czegokolwiek, ba do czego właściwie? Fajnie jednak było z nimi choćby pogadać. W jakichkolwiek przerwach, czy innych momentach pomiędzy oficjalnymi zajęciami.</p>
<p>W drużynie tej była moja siostra &#8211; Marta, która niestety nie podążyła później harcerską ścieżką. Ale w zuchach bardzo jej się podobało. Wymiękła po kolejnej kolonii &#8211; w 1989 roku (my wtedy byliśmy już na obozie harcerskim). Kolonia była beznadziejna, jedyne co pamięta to rzucanie w siebie puszkami po konserwach i zakłady druhny z druhem kto wypije zepsuty, zagęszczany sok. Niestety :(</p>
<p>Ale wróćmy do roku 1988. Co z niej jeszcze pamiętam? Nie aż tak dużo, ale jednak sporo. Pamiętam druhnę Basię i druha Wojtka którzy zarządzali całą kolonią. Pamiętam miętę którą serwowali zamiast herbaty. W sumie nie wiedziałem dlaczego &#8211; teraz już wiem, że to przecież schyłek komuny był.</p>
<p>Pamiętam scenę gdy razem z Jędrkiem obserwowaliśmy pewnego gościa przy stole obok. Jędrek miał skądś informacje że gość ten jest HARCMISTRZEM. Wow. Szef wszystkich szefów. Szef harcerstwa. Przy stole obok. Poczuliśmy się niezwykle dumnie ;)</p>
<p>Pamiętam punktację obozową. Druhna Asia naklejała kolorowe kółeczka na liście uczestników w naszym pokoju. Było kółeczko za porządek, kółeczka za inne sprawy. Nie miałem ich najwięcej, choć z tego co pamiętam Jędrek pod koniec załapał się do pierwszej trójki. Ja za to wygrałem w innej kategorii.</p>
<p>Otóż oprócz kółeczek można było dostać fluorescencyjny trójkącik. To punkty specjalne. Dostawało się je za różne, rzeczy, ale zazwyczaj wymagały one kreatywności. A z nią nigdy nie było u mnie problemów :) Raz wpadłem na pomysł, aby udawać kosmitę (podczas zwiadu tropiącego kosmitów), kiedy indziej na inny pomysł. Było to o wiele ciekawsze niż sprzątanie i wypełnianie innych sztywnych wymagań :D</p>
<p style="text-align: left;">Ale najważniejsza rzecz zdarzyła się dokładnie 8 sierpnia 1988 roku. 8.8.88. Ładna data prawda?</p>
<p style="text-align: left;">Otóż tego dnia zostałem PORWANY! Oczywiście na żarty. Któregoś dnia druhna Basia i druh Wojtek zabrali mnie do swojej kanciapy. Oprócz mnie była tam jeszcze siostra znanego (do tej pory!) na Targówku Milasa &#8211; Paulina Milewska :) Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy już dość dużymi zuchami i możemy wziąć udział w pewnym wydarzeniu. Otóż zostaniemy porwani &#8211; oczywiście na niby. Cała kolonia będzie w to wierzyła, my natomiast będziemy właśnie tu &#8211; w tej kanciapce. Przez jeden dzień &#8211; spoko.</p>
<p style="text-align: left;">Nie trzeba było informować rodziców, przecież nie było jeszcze komórek. Wyobraźcie sobie co działoby się dziś! Dziś połowa rodziców jeszcze tego samego dnia zabrałaby wszystkie dzieci z kolonii! Masakra :)</p>
<p style="text-align: left;">Wszyscy nas szukali, a my spokojnie graliśmy w pchełki i bierki w komendanckiej kanciapce i śmialiśmy się z tego, że wszyscy wierzą w nasze porwanie. Niestety niektórzy uwierzyli za mocno. Moja półtora roku młodsza siostra &#8211; z którą zazwyczaj jedynie się droczyłem, naprawdę bardzo się tym przejęła. To w sumie normalne, ale wtedy wydało mi się dziwne &#8211; przecież ciągle się bijemy i droczymy! Ona jednak płakała bez przerwy, w końcu po dwóch godzinach druh Wojtek przyprowadził ją do mnie. Rzuciła mi się w ramiona i powiedziała że bardzo się cieszy że to nieprawda. Oczywiście nie mogła nic nikomu powiedzieć. Zepsułaby całą zabawę!</p>
<p style="text-align: left;">W wyznaczonym momencie wyślizgnęliśmy się ze szkoły i poszliśmy na miejsce w którym mieliśmy zostać znalezieni. Prowadził nas prawdziwy Druh &#8211; harcerz! Przez całą drogę opowiadał jak fajnie jest na obozie harcerskim i czym bycie harcerzem różni się od bycia zuchem. Wtedy postanowiłem że na pewno będę harcerzem!</p>
<p style="text-align: left;">Kiedy cała kolonia nas odnalazła staliśmy się gwiazdami. W końcu przeżyliśmy porwanie przez kosmitów! Jędrek powiedział że do końca w to nie wierzył, w sumie mu się nie dziwię. Jednak nie byliśmy już małymi dziećmi!</p>
<p style="text-align: left;">Z kolonii pamiętam jeszcze odwiedziny rodziców. Tata przywiózł nam dwa rarytasy. Marta dostała puszkę 7UP z Pewexu, a ja wielki worek chrupek kukurydzianych. Tata właśnie otworzył zakład je produkujący (który później przekształcił się w producenta chrupek FLIPS) więc nie był to dla niego żaden koszt. Moje notowania natomiast natychmiast wzrosły. Wielki worek chrupek (sięgający do pasa) spowodował, że od razu wiele osób zechciało zostać moimi serdecznymi przyjaciółmi. Niesamowite :) Chrupki stały się też automatycznie walutą obozową &#8211; za każdy zgubiony przedmiot który miała odzyskać nasza drużyna chciano&#8230; rogatywkę chrupek. Co zrobić? Losy drużyny zależały ode mnie.</p>
<p style="text-align: left;">Ciekawszą historię miała Marta i jej 7UP. Z przyczyn oczywistych nie mogła otworzyć go w dzień. Był na wagę złota, a nie dało się go spowrotem zamknąć. Schowała więc głęboko i poczekała na zapadnięcie nocy. Wtedy po cichutku (na ile się dało) zrobiła pssssssss i&#8230;&#8230; Nagle zaświeciło się kilka latarek wycelowanych w nią. &#8220;HA!&#8221;. Niestety. Dziewczyny były zbyt czujne. Trzeba było się podzielić!</p>
<p style="text-align: left;">Z kolonii wróciliśmy z kolejna gwiazdką &#8211; Marta pierwszą, ja drugą, Jędrek trzecią. Przed nami nowy rok a w nim&#8230; harcerstwo. Trochę nam było szkoda odchodzić, ale z drugiej strony ciekawość nas prawie zabijała!</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2009%2F12%2F23%2Fluz-blues%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2009/12/23/luz-blues/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po(d)ziomki</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2009/12/12/podziomki/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2009/12/12/podziomki/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Dec 2009 12:37:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zuch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=17</guid>
		<description><![CDATA[[1984]Napisałem już dwie notki o naszych zuchowych czasach, a nie wspomniałem za dużo o samej gromadzie. Otóż w tym czasie wiedziałem już o tym całkiem sporo. Nawet o tym, że znajdujemy się w Hufcu Warszawa Praga Północ im. Stanisława Dubois, a może nawet o tym, że to Chorągiew Stołeczna. To jednak było dość mało ważne. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/poziomka_174.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-18" title="poziomka_174" src="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/poziomka_174-150x150.jpg" alt="poziomka_174" width="150" height="150" /></a>[1984]Napisałem już dwie notki o naszych zuchowych czasach, a nie wspomniałem za dużo o samej gromadzie. Otóż w tym czasie wiedziałem już o tym całkiem sporo. Nawet o tym, że znajdujemy się w Hufcu Warszawa Praga Północ im. Stanisława Dubois, a może nawet o tym, że to Chorągiew Stołeczna. To jednak było dość mało ważne. Ważne było to, że nasze czerwone chusty to zuchowe barwy Szczepu 205  Warszawskich Drużyn Harcerskich i Gromad Zuchowych. A my nazywaliśmy się Podziomki. Tak, właśnie &#8220;Podziomki&#8221;, a nie &#8220;poziomki&#8221; jak to inni chcieli nas nazywać. Oczywiście zawsze wtedy protestowaliśmy. Mylili się też rodzice &#8211; trudno w sumie się dziwić. Dzisiaj gdy zastanawiam się nad tą nazwą, do głowy przychodzi mi tylko pomysł na to że byliśmy takimi młodszymi ziomkami z Zacisza i Targówka :))))<span id="more-17"></span></p>
<p>Legenda była oczywiście zupełnie inna. Nie pamiętam jej do końca (Jędrek &#8211; pomóż!), pamiętam tylko tyle, że druhna Grażyna (która była drużynową przed druhną Bożeną) znalazła w lesie pewną kronikę. Prowadziły ją krasnale &#8211; właśnie Podziomki. Mieliśmy też wielki totem w kształcie poziomki, który to totem można było zabrać do domu po zbiórce &#8211; ale oczywiście na to trzeba było zasłużyć! Zostanie Strażnikiem Totemu było wielkim zaszczytem i każdy po cichu błagał w myślach już pod koniec zbiórki, żeby druhna wybrała właśnie JEGO.</p>
<p>Przyboczną była druhna Kasia. Druhny różniły się od siebie, więc trudno było je pomylić. Druhna Bożena miała wielką burzę drobniutkich blond loków na głowie, natomiast druhna Kasia była niższa, miała ciemne włosy i okulary. Mówiła nam ciągle, że już niedługo matura i musi się uczyć.</p>
<p>Aż któregoś dnia stało się. Druhna Bożena od nas odeszła. Była teraz drużynową &#8220;Zawiszaków&#8221; ze Szczepu 272. Pamiętam, że już wiele lat później gdy jako harcerze poznaliśmy ten szczep, nadal nie mogliśmy im do końca wybaczyć. Co śmieszne, Bożenę spotkałem wiele lat później, w zupełnie innych okolicznościach, przy grillu nad morzem, gdy okazała się być siostrą mamy mojej dziewczyny :) Razem z druhem Robertem, którego to jest dziś żoną i który to wyciągnął ją właśnie do 272. Życie! ;)</p>
<p>A życie właśnie płynęło coraz bardziej od zbiórki do zbiórki. Byłem już w 3 klasie podstawówki, chwilę później w czwartej. 13 września 1987 zdobywamy plakietkę Mistrzowskiej Drużyny Zuchów. Rękaw wypełnia się powoli sprawnościami.</p>
<p>Aż nadchodzi rok 1988. Wtedy to właśnie odbywa się wielkie święto szczepu na którym to święcie zostaje nadane nam imię &#8211; Mariusza Zaruskiego. &#8220;Dziadek&#8221; Zaruski wpływa dość mocno na moje harcerskie postrzeganie świata, o tym będę jeszcze pisał. Wtedy był dla mnie po prostu panem z wąsami.</p>
<p>Na święcie byli wszyscy. Była nasza gromada wystrojona w krótkie spodenki i białe podkolanówki, byli harcerze &#8211; starsza drużyna &#8220;Wagabunda&#8221; prowadzona przez dh Pitora oraz młodsza &#8211; &#8220;Rajza&#8221; prowadzona przez dh Włodka. Włodek (który został później naszym pierwszym harcerskim drużynowym), znany ze swojego humoru i bezpośredniości powiedział wtedy (co o dziwo zapadło mi tak w pamięć, że pamiętam to do dzisiaj) &#8220;my tu będziemy maszerować, a zuszki niech sobie tutaj potuptają&#8221;. Oczywiście strasznie mnie to wtedy zabolało &#8211; my jesteśmy ZUCHAMI nie zuszkami i nie jesteśmy od jakiegoś bzdurnego tuptania :) To tak gwoli poważnego traktowania zuchów.</p>
<p>Na uroczystości był też oczywiście Szef Wszystkich Szefów &#8211; czyli druhna Iza. Pamiętam, że już wtedy zwróciłem uwagę na jej stanowczość i zdecydowanie &#8211; cechy które tak bardzo mi imponowały w późniejszych harcerskich latach.</p>
<p>A tymczasem stało się. 13 kwietnia 1988 roku szczep został Szczepem 205 Warszawskich Drużyn Harcerskich i Zuchowych im. Mariusza Zaruskiego.</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2009%2F12%2F12%2Fpodziomki%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2009/12/12/podziomki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pierwszy metal</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2009/12/07/pierwszy-metal/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2009/12/07/pierwszy-metal/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Dec 2009 19:25:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zuch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=14</guid>
		<description><![CDATA[[1984] Nie, nie chodzi bynajmniej o muzykę. Metalem zostałem wiele lat później, teraz tak naprawdę słuchałem chyba wszystkiego po trochu :) Chodzi oczywiście o pierwszą metalową odznakę. I to jaką! Ale po kolei. Po pierwszej zbiórce przyszła druga, potem trzecie i kolejna. Choć rodzice zawsze dbali o nasz czas wolny &#8211; basen itp, to jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/znaczek-zuch.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-15" title="znaczek zuch" src="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/znaczek-zuch-150x150.jpg" alt="znaczek zuch" width="150" height="150" /></a>[1984] Nie, nie chodzi bynajmniej o muzykę. Metalem zostałem wiele lat później, teraz tak naprawdę słuchałem chyba wszystkiego po trochu :) Chodzi oczywiście o pierwszą metalową odznakę. I to jaką! Ale po kolei.</p>
<p>Po pierwszej zbiórce przyszła druga, potem trzecie i kolejna. Choć rodzice zawsze dbali o nasz czas wolny &#8211; basen itp, to jednak bycie zuchem było czymś zupełnie innym. Miało w sobie to coś, co podobało mi się w książkach &#8211; przygodę. A książki przecież uwielbiałem.</p>
<p><span id="more-14"></span>Razem z Jędrkiem umieliśmy czytać już przed zerówką, także w pierwszej klasie pochłanialiśmy już całe tomiska. A co? Oczywiście Pana Samochodzika! Pierwsza napatoczyła się &#8220;Wyspa Złoczyńców&#8221;. Wyglądała z półki ze swoją białą okładką i narysowanym na niej wehikułem. Wyglądała, wyglądała, aż w końcu zdecydowałem się po nią sięgnąć. I zostałem nią oczarowany. A kiedy smutny że już się skończyła zagadałem z Jędrkiem, dowiedziałem się&#8230; że to dopiero początek serii! Wow! Za chwilę już czytałem &#8220;Pana Samochodzika i Templariuszy&#8221;, potem &#8220;Księgę Strachów&#8221;, &#8220;Niesamowity Dwór&#8221; i kolejne części. Jędrek miał kilka w domu (niezapomniany i chyba jego ulubiony &#8220;Fantomas&#8221; który leżał zawsze w kiblu ;) ), resztę znaleźliśmy w bibliotece osiedlowej (chciałbym teraz uczynić dygresję o tym cudnym miejscu pachnącym starym papierem i pastą do podłogi ale i tak już zbyt daleko odszedłem od tematu!). W każdym razie przygoda była czymś czego koniecznie pożądałem i za czym tęskniłem. A kto nie tęsknił?</p>
<p>Dziś może to wydawać się śmieszne, ale przygodą było wtedy nawet polowanie na morsa, które odbyło się kiedyś na boisku. &#8220;Krwawy trop&#8221; na śniegu i w końcu mors. Niby tekturowy, wiadomo że nieprawdziwy, ale jakoś tajemniczy.</p>
<p>W ogóle muszę przyznać, że przygoda zuchowa ma do siebie to, że częściowo w nią wierzysz. W harcerstwie wszystko jest grą &#8211; wiadomo że to gra, że ma zasady, że to nieprawda. Zuchy częściowo we wszystko wierzą. I to czyni sprawę tak niesamowitą. Ale wróćmy może do mojej historii.</p>
<p>Wiosną 1985 roku odbył się rajd nad Wisłę. (Tu muszę nadmienić, że w moim środowisku, nie zwykło się jakoś nazywać &#8220;rajdem&#8221; tylko &#8220;imprez zorganizowanych posiadających co najmniej dwie trasy, kończące się we wspólnym miejscu&#8221;. Nie używaliśmy właściwie słowa &#8220;biwak&#8221; które brzmiało jakoś oldskulowo, czy &#8220;wycieczka&#8221; która była wybitnie &#8220;cywilna&#8221;). Tak więc wspomniany rajd miał na celu topienie marzanny. Marzanna Marzanną, ważniejsze było co innego. Otóż nagle druhna zapytała się czy&#8230; jesteśmy gotowi złożyć Obietnicę Zucha. NO BA! I właśnie wtedy (zresztą w towarzystwie mojej Mamy, która pojechała wtedy jako opiekunka) razem z Jędrkiem staliśmy się pełnoprawnymi ZUCHAMI.</p>
<p>I wszystko byłoby rzeczywiście super, gdyby nie&#8230; plany moich rodziców. Nie chcę robić z nich tyranów, bo to zupełna nieprawda &#8211; tym bardziej, że bardzo nie protestowałem &#8211; ale zacząłem chodzić na zajęcia do Pałacu Młodzieży. Sęk w tym, że zajęcia odbywały się dokładnie wtedy, gdy zbiórki :( I to jakie zajęcia &#8211; plastyka. Tak, przez rok czasu chodziłem na malowanie i tworzyłem obrazy! Bez specjalnych rezultatów, choć może to właśnie miało jakiś wpływ na moją przyszłość i związanie z grafiką? Tak, czy inaczej przez cały rok trwała moja kompletna przerwa od harcerstwa. I to spowodowało, że Jędrek zdobył pierwszą gwiazdkę &#8211; A JA NIE! Nie byłem o nią jakoś chorobliwie zazdrosny, choć rzeczywiście bardzo chciałem ją mieć. Gdy ją zdobyłem &#8211; on miał już drugą. Potem trzecią. Potem od razu Krzyż&#8230; Dogoniłem go dopiero w okolicy H.O. &#8211; ale muszę powiedzieć że to nasze wzajemne mobilizowanie się spowodowało, że ze stopniami nigdy się nie ociągaliśmy i naprawdę realizowaliśmy je jak się dało. I tu &#8211; młode dziatki czytające bloga &#8211; bierzcie z nas przykład :D</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2009%2F12%2F07%2Fpierwszy-metal%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2009/12/07/pierwszy-metal/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Początek przygody</title>
		<link>http://skaut.glogg.pl/2009/12/06/poczatek-przygody/</link>
		<comments>http://skaut.glogg.pl/2009/12/06/poczatek-przygody/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 06 Dec 2009 14:47:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>goo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Zuch]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skaut.glogg.pl/?p=8</guid>
		<description><![CDATA[[1983] Mój pierwszy kontakt z harcerstwem to chyba nawet czasy przedzuchowe. Choć przygodą tego w żaden sposób nazwać bym nie mógł. Ot, po prostu czasami zamiast fajnych filmów po Teleranku puszczano, nie wiadomo dlaczego, program &#8220;KRĄG&#8221;. Dużo z niego nie pamiętam, pamiętam natomiast straszliwie nudną i smutną czołówkę, smutne druhny w nijakich, szarych mundurach i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_9" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/z64.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-9" title="z64" src="http://skaut.glogg.pl/files/2009/12/z64-150x150.jpg" alt="fot. WGL" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">fot. WGL</p></div>
<p>[1983] Mój pierwszy kontakt z harcerstwem to chyba nawet czasy przedzuchowe. Choć przygodą tego w żaden sposób nazwać bym nie mógł. Ot, po prostu czasami zamiast fajnych filmów po Teleranku puszczano, nie wiadomo dlaczego, program &#8220;KRĄG&#8221;. Dużo z niego nie pamiętam, pamiętam natomiast straszliwie nudną i smutną czołówkę, smutne druhny w nijakich, szarych mundurach i smutne śpiewanie. Smutne jest to, że w sumie dużo od tego czasu w wizerunku się nie zmieniło. Ale to zupełnie inna para kaloszy :)</p>
<p><span id="more-8"></span></p>
<p>Tak na prawdę zupełnie nie zaprzątało mi to głowy. Była pierwsza połowa lat 80tych, a ja &#8211; zupełnie nieświadomy rozgrywek politycznych &#8211; zajmowałem się odkrywaniem okolicznej budowy, konstrukcją kafara wbijającego pale na budowie kanalizacji i szukaniu kolejnego miejsca na &#8220;skryjówę&#8221; &#8211; wraz z moim najlepszym kumplem &#8211; Jędrkiem. W wolnym czasie zajmowaliśmy się też chowaniem żyletek (do niczego nie były nam potrzebne, ale nie mogliśmy się nimi bawić, więc ich zbieranie miało w sobie coś konspiracyjnego) oraz zabawą w Mołodyj Chjemik &#8211; radzieckim zestawem chemicznym który posiadał Jędrek. Zabawa polegała głównie na podziwianiu probóweczki z cyjankiem. Wiedzieliśmy że jest trujący, więc nigdy go nie otwieraliśmy, ale fakt trzymania w ręku czegoś trującego był sam w sobie niesamowity. I tak oto płynął dzień za dniem &#8211; mieliśmy po kilka lat i niezbyt przejmowaliśmy się czymkolwiek.</p>
<p>I wtedy któregoś dnia przyszedł do nas nasz kumpel &#8211; Konopek. Konopek był naszym autorytetem z dwóch powodów. Po pierwsze był o rok starszy, co powodowało że jego wiedza na wszelkie tematy była niemal dwukrotnie większa, a po drugiej jego tata miał &#8220;stero&#8221;. Stero to taki magnetofon z dwoma głośnikami &#8211; gdyby ktoś nie wiedział :)</p>
<p>A więc Konopek stwierdził, że był ostatnio na zbiórce zuchowej i było tam całkiem fajnie. Najciekawsze jest to, że z niewiadomych powodów on już tam nigdy więcej nie poszedł, my za to wsiąkliśmy. I to na dobre.</p>
<p>To była jesień 1984 roku. Wiem, wiem dawno strasznie. Pocieszam się jednak tym, że pewnie w tym czasie, gdzieś na południe od mojego domu pewien Rafał zdobywał już stopień instruktorski, a gdzieś na zachodzie pewien Ryszard kończył zdobywanie harcmistrza ;)</p>
<p>Na samym początku dowiedzieliśmy się, że pani z burzą blond loków nazywa się Bożena i wcale nie jest Panią Bożeną, tylko Druhną Bożeną. To w sumie fajnie, bo nie wydawała się tak stara jak wszystkie panie nauczycielki. Do druhny mówiło się &#8220;druhno&#8221;, i czasami używało trzeciej osoby &#8211; choć nie wiedziałem jeszcze oczywiście co oznacza trzecia osoba. To trochę tak jak moja Mama zwracała się do swojego Taty &#8211; &#8220;czy Tata mógłby?&#8221;. Dziwne to trochę było, ale zbiórka bardzo nam się podobała, więc właściwie na wszystko się godziliśmy.</p>
<p>Otóż bawiliśmy się w sklep. A była to zabawa o niebo lepsza niż ta w domu &#8211; tu bawić się mogłem jedynie z moją siostrą, czasem z Jędrkiem. Na zbiórce w sklep bawiło się kilkanaście, a może nawet więcej osób. Dziś powiedziałbym, że był to istny supermarket, albo może raczej targ.</p>
<p>Do dyspozycji mieliśmy gotówkę, towary, wagę &#8211; słowem zabawa była przednia. (Swoją drogą już wiele lat później doceniłem i nadal doceniam ilość pracy jaką w swoje zbiórki wkładają dobrzy zuchmistrze. Szacun.) Przednia na tyle, że zdecydowaliśmy się przyjść na kolejną zbiórkę. I następną. I właśnie na którejś z nich dostaliśmy pierwszą sprawność &#8211; sprzedawca. Ale przecież sprawność musiała być na coś przyszyta! Tak więc pojawiła się potrzeba kupienia munduru.</p>
<p>A mundur należało kupić w składnicy harcerskiej. A tego samemu dokonać po prostu nie mogłem &#8211; wymagało to przecież wyprawy na Drugą Stronę Wisły.</p>
<p>Druga Strona Wisły to nie przelewki, to prawdziwe miasto, nie to co nasze Zacisze. Tam można było pojechać tylko z rodzicami. Ci całe szczęście byli dość wyrozumiali (choć przez kolejne kilkanaście lat cierpliwość ta była poddawana niesamowitym próbom), w końcu sami byli harcerzami. Mama należała do drużyny harcerskiej w Otwocku, Tata do 200 WDH w L.O. nr L im Ruy Barbossa w Warszawie. Mundur został zakupiony &#8211; mam go do dziś :)</p>
<iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fskaut.glogg.pl%2F2009%2F12%2F06%2Fpoczatek-przygody%2F&amp;layout=standard&amp;show_faces=true&amp;width=450&amp;action=like&amp;colorscheme=light" scrolling="no" frameborder="0" allowTransparency="true" style="border:none; overflow:hidden; width:450px;margin-top:5px;"></iframe>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skaut.glogg.pl/2009/12/06/poczatek-przygody/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

