Po(d)ziomki

poziomka_174[1984]Napisałem już dwie notki o naszych zuchowych czasach, a nie wspomniałem za dużo o samej gromadzie. Otóż w tym czasie wiedziałem już o tym całkiem sporo. Nawet o tym, że znajdujemy się w Hufcu Warszawa Praga Północ im. Stanisława Dubois, a może nawet o tym, że to Chorągiew Stołeczna. To jednak było dość mało ważne. Ważne było to, że nasze czerwone chusty to zuchowe barwy Szczepu 205  Warszawskich Drużyn Harcerskich i Gromad Zuchowych. A my nazywaliśmy się Podziomki. Tak, właśnie “Podziomki”, a nie “poziomki” jak to inni chcieli nas nazywać. Oczywiście zawsze wtedy protestowaliśmy. Mylili się też rodzice – trudno w sumie się dziwić. Dzisiaj gdy zastanawiam się nad tą nazwą, do głowy przychodzi mi tylko pomysł na to że byliśmy takimi młodszymi ziomkami z Zacisza i Targówka :))))

Legenda była oczywiście zupełnie inna. Nie pamiętam jej do końca (Jędrek – pomóż!), pamiętam tylko tyle, że druhna Grażyna (która była drużynową przed druhną Bożeną) znalazła w lesie pewną kronikę. Prowadziły ją krasnale – właśnie Podziomki. Mieliśmy też wielki totem w kształcie poziomki, który to totem można było zabrać do domu po zbiórce – ale oczywiście na to trzeba było zasłużyć! Zostanie Strażnikiem Totemu było wielkim zaszczytem i każdy po cichu błagał w myślach już pod koniec zbiórki, żeby druhna wybrała właśnie JEGO.

Przyboczną była druhna Kasia. Druhny różniły się od siebie, więc trudno było je pomylić. Druhna Bożena miała wielką burzę drobniutkich blond loków na głowie, natomiast druhna Kasia była niższa, miała ciemne włosy i okulary. Mówiła nam ciągle, że już niedługo matura i musi się uczyć.

Aż któregoś dnia stało się. Druhna Bożena od nas odeszła. Była teraz drużynową “Zawiszaków” ze Szczepu 272. Pamiętam, że już wiele lat później gdy jako harcerze poznaliśmy ten szczep, nadal nie mogliśmy im do końca wybaczyć. Co śmieszne, Bożenę spotkałem wiele lat później, w zupełnie innych okolicznościach, przy grillu nad morzem, gdy okazała się być siostrą mamy mojej dziewczyny :) Razem z druhem Robertem, którego to jest dziś żoną i który to wyciągnął ją właśnie do 272. Życie! ;)

A życie właśnie płynęło coraz bardziej od zbiórki do zbiórki. Byłem już w 3 klasie podstawówki, chwilę później w czwartej. 13 września 1987 zdobywamy plakietkę Mistrzowskiej Drużyny Zuchów. Rękaw wypełnia się powoli sprawnościami.

Aż nadchodzi rok 1988. Wtedy to właśnie odbywa się wielkie święto szczepu na którym to święcie zostaje nadane nam imię – Mariusza Zaruskiego. “Dziadek” Zaruski wpływa dość mocno na moje harcerskie postrzeganie świata, o tym będę jeszcze pisał. Wtedy był dla mnie po prostu panem z wąsami.

Na święcie byli wszyscy. Była nasza gromada wystrojona w krótkie spodenki i białe podkolanówki, byli harcerze – starsza drużyna “Wagabunda” prowadzona przez dh Pitora oraz młodsza – “Rajza” prowadzona przez dh Włodka. Włodek (który został później naszym pierwszym harcerskim drużynowym), znany ze swojego humoru i bezpośredniości powiedział wtedy (co o dziwo zapadło mi tak w pamięć, że pamiętam to do dzisiaj) “my tu będziemy maszerować, a zuszki niech sobie tutaj potuptają”. Oczywiście strasznie mnie to wtedy zabolało – my jesteśmy ZUCHAMI nie zuszkami i nie jesteśmy od jakiegoś bzdurnego tuptania :) To tak gwoli poważnego traktowania zuchów.

Na uroczystości był też oczywiście Szef Wszystkich Szefów – czyli druhna Iza. Pamiętam, że już wtedy zwróciłem uwagę na jej stanowczość i zdecydowanie – cechy które tak bardzo mi imponowały w późniejszych harcerskich latach.

A tymczasem stało się. 13 kwietnia 1988 roku szczep został Szczepem 205 Warszawskich Drużyn Harcerskich i Zuchowych im. Mariusza Zaruskiego.

  • http://www.teczowepiegusy.wordpress.com Misia

    czekam na więcej!:)

  • greegorsk

    Ja też czekam na więcej! Świetny pomysł na blog, też coś takiego sobie zacząłem spisywać, choć zaczyna się trochę później, bo nie byłem zuchem… Tym niemniej – niech żyje rocznik 75, Dzieci Środkowego Gierka ;-)