Jest dzień niezwykły. Dziś, nie w mojej opisywanej historii. Równo 25 lat temu dostałem Znaczek Zucha. Za 2 godziny zacznie się dzień który dzieli równo 15 lat od pierwszej zbiórki drużyny którą współtworzyłem. A kilka dni temu zostałem członkiem wspierającym ZHP i poprosiłem o skreślenie z listy instruktorów. Dzisiaj jest też dzień niezwykły pod innym względem. Zdecydowałem się napisac kolejną część mojej opowieści. A więc cofnijmy się w czasie :)
Luz blues!
[UWAGA TECHNICZNA. Jeśli chcesz dostawać powiadomienia o nowych notkach - zarejestruj się. A jeśli chcesz, by twoja fotka pojawiała się automatycznie w komentarzach (i w wielu, wielu innych blogach!) zarejestruj się na http://pl.gravatar.com/. Wtedy zawsze gdy podasz gdzieś swój email, system pokaże twoją fotkę. Proste!]
***
Mowa oczywiście o pierwszym wyjeździe na kolonie. Samemu, bez rodziców!
Pierwsze dwie szanse na wyjazdy kolonijne po prostu przegapiłem. Pierwsze kolonie zupełnie przeszły obok – nawet nie myślałem o wyjeździe na nie, jak co roku pojechałem z rodzicami nad morze i na Mazury. Druga – Instytut Badań Zjawisk Niewyjaśnionych (rok 1987) była w zasięgu ręki. Niestety spóźniłem się z kartą na spotkanie z dh Bożeną. Pomyliłem godziny, kiedy przyszedłem nikogo już nie było. Telefonu do niej przecież nie miałem, a i pomysłów na to co zrobić w głowie nie było. Dziś wydaje się to śmieszne (jeden sms by wystarczył), wtedy była to dla mnie ściana. Niestety :(
Po(d)ziomki
Napisałem już dwie notki o naszych zuchowych czasach, a nie wspomniałem za dużo o samej gromadzie. Otóż w tym czasie wiedziałem już o tym całkiem sporo. Nawet o tym, że znajdujemy się w Hufcu Warszawa Praga Północ im. Stanisława Dubois, a może nawet o tym, że to Chorągiew Stołeczna. To jednak było dość mało ważne. Ważne było to, że nasze czerwone chusty to zuchowe barwy Szczepu 205 Warszawskich Drużyn Harcerskich i Gromad Zuchowych. A my nazywaliśmy się Podziomki. Tak, właśnie “Podziomki”, a nie “poziomki” jak to inni chcieli nas nazywać. Oczywiście zawsze wtedy protestowaliśmy. Mylili się też rodzice – trudno w sumie się dziwić. Dzisiaj gdy zastanawiam się nad tą nazwą, do głowy przychodzi mi tylko pomysł na to że byliśmy takimi młodszymi ziomkami z Zacisza i Targówka :)))) read more »
Pierwszy metal
Nie, nie chodzi bynajmniej o muzykę. Metalem zostałem wiele lat później, teraz tak naprawdę słuchałem chyba wszystkiego po trochu :) Chodzi oczywiście o pierwszą metalową odznakę. I to jaką! Ale po kolei.
Po pierwszej zbiórce przyszła druga, potem trzecie i kolejna. Choć rodzice zawsze dbali o nasz czas wolny – basen itp, to jednak bycie zuchem było czymś zupełnie innym. Miało w sobie to coś, co podobało mi się w książkach – przygodę. A książki przecież uwielbiałem.
Początek przygody
Mój pierwszy kontakt z harcerstwem to chyba nawet czasy przedzuchowe. Choć przygodą tego w żaden sposób nazwać bym nie mógł. Ot, po prostu czasami zamiast fajnych filmów po Teleranku puszczano, nie wiadomo dlaczego, program “KRĄG”. Dużo z niego nie pamiętam, pamiętam natomiast straszliwie nudną i smutną czołówkę, smutne druhny w nijakich, szarych mundurach i smutne śpiewanie. Smutne jest to, że w sumie dużo od tego czasu w wizerunku się nie zmieniło. Ale to zupełnie inna para kaloszy :)

